tomodaczi blog

Twój nowy blog

wcieram się w skórę przechodniów.
przelatuję, wplątuję się w, mierzwię im włosy.
straszliwie ziewam.

Dzisiaj mam wrażenie, że ludzie na ulicach rzucają na siebie czas uśmiechu, odwzajemniony. Nie zawsze tak jednak bywa.

W przedziale ciemno, konduktorzy o tej porze zwykle udają, że pracują, przeganiając jedynie bardziej nachalnych pasażerów z przedziału do przedziału. Jest około 22:30. Przysiada się pewien mężczyzna. Około piećdziesięciu, może sześćdziesięciu lat. My gramy w państwa-miasta (któż nie wie, jak w to się gra); może dla zabicia czasu, może dla urozmaicenia chwili. Kwiat na „h” – hiacynt, państwo na „g” – Gruzja. „Nie oszukuj!”. „Ja pierwszy, ja pierwszy”.
Ah, ten mężczyzna. Nieprzyjemnie pachnie. I pojawia się konduktor. Młody, dziarski i bezczelny. „Ma pan bilecik?” – to do owego mężczyzny – „Mam” – odpowiada. Ale nie pokazuje. Spuszcza tylko smutnie wzrok w przedpeerelowską posadzkę.
Za chwilę wstaje, dzierżąc w dłoni jak jakiś skarb, wymiętą reklamówkę z jakąś niewielką zawartością. I odchodzi. My gramy dalej.
Jakaś kobieta w mini-spódniczce (w dodatku z rozporkiem na udzie) obnaża nam swoje sekrety. niezbyt przyjemny widok. Krzyczy przez telefon. „Zenek, to Ci kurwa mówiłam, że tego schabowego na komunię to ma być 20 kilo , a nie 25!”. Po czym wysiada na jakieś stacji w Pipidówie Starej, czy jakoś tak.
Wyjmujemy aparat, oglądamy zdjęcia, ja powstrzymuję ciężkie od obrazów powieki, żeby tylko nie zasnąć, bo prześpimy stację.
Odwracam się przez prawe ramię. Widzę korytarz między przedziałami. Siedzi tam ten pan. Patrzy na nas. Po chwili wraca, siada ponownie. W przedziale nie ma nikogo, oprócz jednej, śpiącej pani, która notabene podpowiadała nam jeszcze pół godziny temu miasta na literę „h”.
Mówi strasznie niewyraźnie. Cicho. Pochyla się tak, aby nikt nie słyszał :
„Może mi pan jedno wyjaśnić?”
„Jasne, proszę pytać.”
„Pan miał przed chwilą, widziałem, takie coś, takie urządzenie, kamerę czy coś?”
„Tak, to jest aparat fotograficzny.”
„Bo wie pan.. bo mi ostatnio sąsiad powiedział że ma taką kamerę, co widać nią przez ściany wszystko.”
„Ee. To nie możliwe. Nie istnieją takie kamery.”
„Nie? To dobrze. Bo on mi powiedział, że jak się nie modlę, to on wszystko widzi. Wie pan, ja to się pomodlę czasem, jak normalny człowiek. Jak mam potrzebę. Włączę sobie radio Maryja i się modlę. A on mi powiedział , że widział jak się wczoraj nie pomodliłem.”
„Niech pan się nie martwi, takie urządzenia nie istnieją. Nikt nie może pana zobaczyć. To bzdury.”
„Nie? Naprawdę? To dobrze. To dobrze. Dziękuję, że zechciał mi pan to wyjaśnić.” Odszedł, jakby trochę się uśmiechając. Powoli. Spokojnie. …

A później poczłapaliśmy do domu.
W nocy nie mogłam spać. Długo patrzyłam nieruchomo w ścianę. (…)


  • RSS